środa, 30 kwietnia 2014

Obietnica

Kiedy nagle odczyt KTG zaczął spadać, wpadli do sali i w 5 minut zabrali Małą na cesarskie cięcie. Pierwszy raz w życiu modliłem się wtedy do Matki Boskiej. Obiecałem, że jeśli wszystko będzie ok, pojadę pomodlić się na Jasnej Górze. Dotrzymanie słowa zajęło mi półtora roku, ale cieszę się, że w końcu to zrobiłem. Nie sądziłem, że będzie to dla mnie takie ważne, żeby czuć się w porządku wobec samego siebie. Pobyt w klasztorze był krótki, a że rzadko zaglądam do kościołów, miał bardzo mistyczny charakter. Widziałem obraz Matki Bożej, zostałem na mszy, wysłuchałem czytania i kazania, pomodliłem się wraz z innymi ludźmi. Wzmacniające przeżycie.

Wypełniłem obietnicę

czwartek, 13 marca 2014

Tournee

Hotel Prezydencki, Rzeszów

W poniedziałek około godziny 23 wyruszyłem z Poznania, żeby we wtorek od rana poprowadzić warsztaty sprzedażowe we Wrocławiu. Zabawiłem tam 2 dni pracując, siedząc przed komputerem i śpiąc krótko w hotelu. Uczestnicy warsztatów byli otwarci i przyjaźnie nastawieni, więc miło mi się z nimi pracowało.

We wtorek postanowiłem, że pojadę wymienić żarówkę w aucie służbowym, chociaż czułem się zmęczony i głodny po 6 godzinach prowadzenia szkolenia. Cieszę się, że przełamałem lenistwo i zadbałem o swoje bezpieczeństwo. Serwis, do którego pojechałem, znajduje się na ulicy Karkonoskiej, jak się okazało w sąsiedztwie cmentarza żołnierzy radzieckich. Cztery czołgi na olbrzymich cokołach strzegą jego bram, a pośrodku zbudowano jakby antyczną altanę z miejscem na wielką urnę. Czołgi to model T-34/85, znany z serialu "Czterej pancerni i pies". Pomalowano je na zielono, farbą lekko zbyt jaskrawą jak na barwy wozu bojowego. Wnętrze cmentarza porasta niski żywopłot. Z daleka wygląda, że tworzy on coś na kształt labiryntu, który skrywa w sobie mogiły żołnierzy. Wojna to moje klimaty, ale po pracy zabrakło mi już zapału, żeby zbadać to miejsce.

Opolszczyzna, Śląsk, Małopolska, Podkarpacie. Przyjechałem z Wrocławia do Rzeszowa. Większość drogi autostrada i ciągłe przełączanie radia. Tak około 450 kilometrów. Pokój hotelowy jest mały, ale schludny i przytulny. Telewizor gra bezgłośnie, muzyka dobiega z komputera. Słucham kawałków, które karmią melancholijny nastrój, takich jak "Na szczycie" Grubsona, "Killer" Adamskiego. Tęsknię za synem i choć lubię tę robotę, to dziś czuję się samotny. Jutro tutaj, a w piątek w Krakowie.

piątek, 31 stycznia 2014

Sonnenburg

Gdy w XV wieku świątobliwi joannici budowali swój zamek, nie wiedzieli, że pięć wieków później posłuży on za obóz koncentracyjny i więzienie.

30/31 stycznia 1945 roku

Drogi pełne były uchodźców, gdy SS-mani jechali na wschód. Wyruszyli z Frankfurtu nad Odrą późnym wieczorem, żeby przed nocą zdążyć do Sonnenburga. Świat walił się pod ogniem Armi Czerwonej i każdy Niemiec uciekał na zachód. Oni jednak mieli swoje rozkazy. Bolszewicy zbliżali się w zastraszającym tempie, nie było więc czasu do stracenia.

Więźniami Sonnenburga byli Francuzi, Belgowie, Holendrzy, obywatele Luksemburga i inni. Załoga więzienia pospieszyła z pomocą, ale rozstrzelanie 819 ludzi to i tak dużo pracy. Zimowa noc dłużyła się we krwi i w huku wystrzałów. Po dobiciu ostatnich konających więźniów i podpaleniu zwłok, zmęczeni ewakuowali się wraz z kolegami z załogi za Odrę. W przeciągu dwóch dni jednostki radzieckiej 8 armii gwardii zajęły dzisiejszy Słońsk. Więźniowie Sonnenburga czekali nieruchomo na wyzwolenie.